strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 września 2016

Powitalna kasza z warzywami, odsłona kolejna.

Kilka tygodni temu napisałam, że żegnam się z Poznaniem, ale jednocześnie nie spodziewałam się, że na dłuższą chwilę będzie to również pożegnanie z blogiem. Przyszła pora, by wrócić ze zdwojoną siłą, nowymi pomysłami, w zasadzie całkowicie nową koncepcją – wszystkiego możecie się po mnie spodziewać w najbliższym czasie. Dziś jednak postanowiłam przywitać się z Wami czymś, co bywało tu wiele razy – kaszą z warzywami. Bardzo wrześniową, bardzo szybką, bardzo moją. 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Jaglany budyń czekoladowy na poprawę humoru.

Wczoraj był właśnie taki dzień, kiedy nic nie chciało mi poprawić nastroju. Pyszny obiad nie pomógł. Koreańska maseczka aloesowa na twarz tylko pogorszyła sprawę (z takim negatywnym nastawieniem zamiast czuć się jak w salonie odnowy biologicznej, miałam wrażenie, że trzymam mokrą ścierkę na twarzy). Jeszcze cztery (z dziecięciu!) egzaminy przede mną, więc piękna pogoda łamie mi serce, bo czuję, że każda minuta spaceru to zbrodnia przeciwko szybkiemu uporaniu się z ta wiedzą, zdecydowanie zbyt obszerną do przyswojenia. 
Trzeba było zatem wyciągnąć najcięższe działa. Budyń czekoladowy z malinami to najlepsze antidotum na parszywy humor. A jak do tego jest z kaszy jaglanej, to oprócz kojącego działania na nerwy, jest też całkiem zdrowy. Bez nabiału, bez glutenu, za to tak pyszny, że poziom endorfin rośnie błyskawicznie z każdą kolejną łyżeczką.


środa, 18 maja 2016

Jedzenie zwyczajnej dziewczyny.

Ostatnio mam dużo ważnych spraw na głowie, dlatego też proporcjonalnie więcej czasu upływa mi na prokrastynacji. W moim przypadku istnieje zależność między wypełnianiem swoich obowiązków a lenistwem; równowaga musi być zachowana. Z tej przyczyny częściej przeglądam wszelkie instagramy i pinteresty, a takie czynności z reguły prowadzą do smutnego wniosku- jestem totalnie, do bólu zwyczajna. Wszystko, co mogłoby wydawać się wyjątkowe na mój temat, ktoś gdzieś już dawno odkrył, zrobił, doświadczył. Takich Małgoś jak ja są tysiące w Polsce i miliony na świecie. Napotykam całe mnóstwo zdjęć dziewcząt, które gotują, lubią spacery, lubią drzemki, lubią podróże, lubią książki, lubią kwiaty, oglądają filmy, ćwiczą jogę, urządzają sobie ładne wnętrza... i w zasadzie dochodzę do wniosku, że niestety, jestem jedną z wielu, która myśli, że jako jedyna na świecie wpadła na pomysł przyrządzenia sobie dobrego obiadu, zaparzenia kawy czy postawienia doniczki z aloesem na parapecie. 
Jest owszem, kilka nadzwyczajnych dziewczyn, które jedzą codziennie rzeczy tak wyjątkowe, że tysiące ludzi na instagramie z zapartym tchem czekają na kolejne zdjęcia ich talerzy, ale my, zwyczajne nudziary, gotujemy sobie w tym czasie kaszę z warzywami.
Nawet nie staram się zachować pozorów. To danie nie nadaje się na instagrama. Ale skoro jestem już pogodzona z myślą, że nie wygram ze swoją zwyczajnością, że nawet moda na bycie normalsem mnie już nie uratuje, po prostu jem tę kaszę, a jej prostota i pyszny smak są dla mnie wystarczającym pocieszeniem.


piątek, 23 października 2015

Potrawka z bakłażanem, kurkami, suszonymi pomidorami i tofu.

Kasza z warzywami to mój ulubiony obiad, a dowody na to zjawisko niejednokrotnie pojawiały się na blogu. Dziś nie będzie inaczej- kasza z warzywami i tofu w wersji dość jesiennej, bo z grzybami i bakłażanem. Natknęłam się na mrożone kurki w jednym z najpopularniejszych polskich dyskontów, ale jeśli nie uda się Wam ich znaleźć- możecie użyć suszonych grzybów, pieczarek lub w ogóle ten składnik pominąć.
Gorąco zachęcam, żeby nie przyspieszać procesu gotowania i nie poprzestawać na kupieniu marynowanego tofu; dużo smaczniejsze jest to, które nabiera smaków powoli w sosie sojowym i przyprawach, ma też lepszą konsystencję. Wkład pracy nie jest znowu taki wielki, więc warto poświęcić parę minut dla pysznego efektu!


czwartek, 21 maja 2015

Grzybowe kaszotto z soczewicą, kalafiorem i orzechami włoskimi.


Powoli zaczynam czas opróżniania szafek kuchennych przed wakacjami.
Są takie składniki, które kupuje się do konkretnego dania, a potem zupełnie się o nich zapomina; w moim przypadku były to suszone grzyby. Raz przydały się jako składnik bigosu, a później miesiącami czekały na kolejną okazję, gdy sobie o nich przypomnę. Aż przyszedł ten moment: wpadliśmy na pomysł grzybowego kaszotto (uwielbiam to kulinarne słowotwórstwo)!


piątek, 1 maja 2015

Pełnoziarniste placuszki z kaszą jęczmienną, słonecznikiem i sezamem.

Stało się regułą, że przypominam sobie o blogu, gdy akurat mam się uczyć do jakiegoś egzaminu. Tym razem chodzi o zbliżającą się internę. Do tego trzeba uczcić weekend majowy dobrym jedzeniem, no i zutylizować resztkę kaszy z poprzedniego obiadu. Tak powstały placki z kaszą jęczmienną, czyli comfort food w najlepszym wydaniu!


O to właśnie chodzi w tych plackach- żeby dobrze zagospodarować stojącą w lodówce kaszę, czyli odradzam gotowanie jej specjalnie na okoliczność smażenia takich placków. Możecie wrzucić do nich każdy rodzaj ugotowanej kaszy, jaki akurat macie pod ręką.

piątek, 15 sierpnia 2014

Szarlotka z kaszą manną.

Zaczyna się sezon na moje ulubione jabłka: pachnące, najpyszniejsze celesty, pirosy, kruche genewy, kwaśne antonówki. 
Pani Eliza Mórawska swoją książkę "O jabłkach" rozpoczęła słowami: kocham jabłka miłością absolutną. Tak właśnie mogłabym zacząć ten wpis-  to bezsprzecznie moje ulubione owoce, mogłabym jeść ich kilogramy. Nie muszę robić nikomu na złość, żeby pochłaniać mnóstwo jabłek, dlatego nie piszę o nich z okazji akcji #jedzjabłka. Bardziej z mojej ogromnej radości, że zaczyna się jabłkowy sezon; postanowiłam więc upiec najpyszniejszą szarlotkę na świecie. 

niedziela, 13 lipca 2014

Tarta z kremem jaglanym i owocami na migdałowo- daktylowym spodzie.

Martynie od dawna należało się coś słodkiego bez pieczenia. Oli obiecałam przepis na coś z jagodami.  Ja uwielbiam kaszę jaglaną i szukam kolejnych jej zastosowań. Do tego Sowa właśnie przyjechał. Czyli generalnie zrobienie tej tarty było sprawą oczywistą.


Zawsze, gdy wrzucam tu coś słodkiego, zachwalam, jakie to pyszne, jakie to proste. Tym razem nie będę się zbędnie rozpisywać. Napiszę tylko, że koniecznie musicie przekonać się sami, jak smakuje taka tarta, a odechce się Wam wałkować i piec zwykłe, na kruchym spodzie. Teraz będzie rzeczą jasną jak słońce, że w szufladzie zawsze będą czekać migdały i suszone daktyle, na wypadek, gdyby naszła mnie ochota na ciasto, a odpalanie piekarnika byłoby niemożliwe z powodu upału. 
Ciasto bez pieczenia, bez jajek, bez mąki, bez nabiału. 

środa, 2 lipca 2014

Tabbouleh z awokado.

Słyszeliście kiedyś o arabskiej sałatce tabbouleh? 


Kiedyś pewnie bym nawet jej nie spróbowała, bo unikałam natki pietruszki jak ognia; a kuskus, natka i cytryna to nieodłączne składniki tej potrawy. Jednak stała się sprawa niesłychana! Do listy rzeczy, które zasmakowały mi w ciągu ostatnich paru lat (suszone pomidory, czarne oliwki, ogórki konserwowe, nasiona kolendry) dołącza właśnie natka, czyli chyba najzdrowsze zielsko świata. W mojej wersji pojawiło się awokado, czyli Liban i Meksyk znalazły się nagle jakoś bliżej siebie.
Składniki przewidziane są dla dwóch osób (chociaż ja pewnie dałabym radę pochłonąć wszystko w pojedynkę), więc jak chcecie przygotować taką sałatkę na imprezę, to dodajcie więcej kaszy.

  • 1 duży pomidor lub 2 mniejsze
  • 1 dojrzałe awokado
  • pół szklanki suchej kaszy kuskus
  • garść pestek dyni
  • poszatkowany szczypiorek, natka pietruszki (nie cały pęczek, tylko kilka gałązek)
  • sok z połowy cytryny
  • sól, pieprz




  • Pokroić pomidora (zawsze najpierw zalewam wrzątkiem i obieram, ale może być ze skórką) i awokado.
  • Kuskus wsypać do miski, dodać dużą szczyptę soli i zalać wrzątkiem tak, żeby poziom wody był centymetr ponad kaszą. Po paru minutach wrzucić kaszę na sitko i i przepłukać zimną wodą, żeby ostygła.
  • Poszatkować wszystkie zioła.
  • W dużej misce wymieszać wszystkie składniki, dodać pestki dyni, sok z cytryny, doprawić solą i pieprzem.
Smacznego!

środa, 25 czerwca 2014

Kotleciki z czerwonej soczewicy i kaszy jaglanej.

Nie umiem gotować tylko dla siebie. Kompletnie mi się nie chce, nie mam motywacji, nie potrafię tak dobrać proporcji, żeby nie naprodukować ogromnej ilości jedzenia, którą potem będę przejadać kilka dni. Ale co innego, gdy nagle dorwę się do garów dwa dni przed egzaminem.


A chodzi o nie byle jaki egzamin, tylko najprawdopodobniej najgorszy ze wszystkich dotychczasowych. Cały rok sobie powtarzałam, że przecież "skoro zdałam na pierwszym roku biofizykę, to już każdy inny przedmiot zdam" i "przecież farmakologia nie jest taka trudna i nie będzie wcale strasznie". 

sobota, 31 maja 2014

Zapiekanka z bakłażanów, kaszy jaglanej i soczewicy.

Chodziłam w tym roku na fakultet "kuchnie różnych narodów z uwzględnieniem lokalnych tradycji i obyczajów". Za 1 ECTS przez 3 dni uczyliśmy się o kawach, herbatach, winach, polskich produktach regionalnych i kuchniach świata. I tam usłyszałam o greckim daniu, zwanym musaką. Trochę jak włoska lasagna, ale zamiast makaronu- plastry bakłażana. Brzmiało pysznie, więc postanowiłam ten pomysł wykorzystać i zrobić wegetariańską zapiekankę, w której kasza jaglana i zielona soczewica stanowią pyszne zastępstwo dla mielonego mięsa. 


wtorek, 20 maja 2014

Pasztet z cieciorką i kaszą jaglaną.

Chodził mi po głowie taki dobry, warzywny pasztet. Pachnący majerankiem i suszoną kolendrą.
Znalazłam wiele podobnych do siebie przepisów na pasztety z kaszą i warzywami strączkowymi. W niektórych pojawiały się nerkowce czy inne orzechy. Najbardziej przypadł mi do gustu ten z Jadłonomii i ten od Wegan Nerd. Oczywiście musiałam trochę pokombinować po swojemu, żeby było taniej i szybciej.



Generalnie najważniejszą motywacją do pieczenia mojego pasztetu było wykorzystanie warzyw z wywaru na zupę. Dorzuciłam do nich kaszę, cieciorkę, przyprawy. Ostatecznie mojego dzieła raczej nie można kroić nożem w zwarte plastry. Zdecydowanie lepiej sprawdza się rozsmarowany na kanapce. Być może jutro, po nocy spędzonej w lodówce, będzie bardziej spoisty. Ale już i tak połowa zniknęła- tak bardzo mi smakuje. Prawdę mówiąc, nie mogłam się oderwać od masy przed włożeniem do piekarnika!

poniedziałek, 12 maja 2014

Kasza z warzywami, czyli słów kilka o konflikcie jedzenie vs. studia.


Nadchodzący egzamin z mikrobiologii i brak czasu na gotowanie idą niestety w parze (czas może by się znalazł, ale stan umysłu nie sprzyja).
Nie lubię jedzenia ze słoika. Nie przyjmuję argumentów, że to szybkie, że to tanie. Moim zdaniem dania, które wystarczy odgrzać i gotowe, sprawdzają się tylko na wyjazdach. Fakt, na jachtach albo na polu namiotowym można nie mieć warunków, żeby kroić warzywa i przyrządzać posiłek. Ale gdy dysponuję kuchenką, lodówką i blatem, na którym mogę przygotować wszystkie składniki- wolę obiad robić sama. Nawet tak banalny, jak kasza z warzywami. Smak domowego jedzenia może wynagrodzić te dodatkowe 5 minut spędzone w kuchni. Uwielbiam siedzieć godzinami w garach, ale nie zawsze pozwala mi na to mój plan dnia (wiadomo).

Podoba mi się, że kaszę z warzywami mogę ugotować prawie zawsze, bez względu na to, czy pamiętałam o zakupach, czy nie. Gdy leje i ani mi się śni wychodzić z domu. Wychodzi na to, że jem ją bardzo, baardzo często. Ale sposobów na jej przygotowanie i kombinacji składników jest milon, więc nigdy się nie znudzi. Wszystkie niezbędne składowe tego dania można trzymać w szafce albo zamrażarce, na zapas. (no, oprócz marchewek, ale one są u mnie prawie nieustannie).
A jest to ogromnie istotne, gdy nie ma się samochodu. Tu się kłania przykład deszczu: leje, wolę zostać pod kocem- mam co jeść. Większość moich czytelników jest pewnie na podobnym etapie życia, więc wiecie, o czym mówię.  A kto ma auto, niech mi wierzy na słowo.

Chętnie robię zakupy, zwłaszcza te "jedzeniowe", godziny potrafię zmarnować w sklepach wpatrując się w półki z oliwami, bakaliami, herbatami, przyprawami... Ale niestety, kiedy kupię rzeczy niezbędne, kilogram jabłek i litrową butelkę wody, nie jestem w stanie donieść do domu świeżych składników na kilka obiadów do przodu. Stąd myśl przewodnia mojego dzisiejszego wpisu: warto mieć w domu produkty, które można skleić w szybki i smaczny obiad, bez zbędnego planowania, latania po supermarketach. Jestem spokojna, gdy w zamrażalniku są jakieś jarzyny, a w szafce duży wybór zbóż.
I dlatego w sytuacjach awaryjnych jem kaszę z warzywami. Bo jest bezproblemowa. Totalna prostota i minimalny wkład pracy.




Przygotowanie nie wymaga chyba komentarza. Ja lubię, gdy warzywa są al dente, więc podsmażam je tylko kilka minut. Cieciorkę wrzucam na sam koniec.
Przy okazji podrzucam Wam teraz pomysł, jak wykorzystać pół puszki cieciorki, które zostanie Wam po makaronie z cukinią i suszonymi pomidorami :)
Smacznego!

środa, 30 kwietnia 2014

Brownie jaglane z podpiwkiem, mascarpone i fistaszkami.


To jest objawienie.
Piszę zupełnie poważnie. Od dziś mogłabym w ogóle wyrzec się mącznych ciast na rzecz wypieków z kaszy jaglanej.

W wegańskiej kuchni już dawno odkryto, że z kasz można przygotować desery, budynie, kremy, placki, burgery. Wystarczy trochę wyobraźni i powstaje mnóstwo genialnych przepisów, moim zdaniem lepszych od wersji tradycyjnej- mącznej lub mięsnej, bo zdrowszych i smaczniejszych. Serio, to brownie pasuje mi o wiele bardziej niż zwykłe, mączne. Jest bardzo mokre, delikatne, puszyste. No i chyba nie może się nie udać.