strony

wtorek, 20 maja 2014

Pasztet z cieciorką i kaszą jaglaną.

Chodził mi po głowie taki dobry, warzywny pasztet. Pachnący majerankiem i suszoną kolendrą.
Znalazłam wiele podobnych do siebie przepisów na pasztety z kaszą i warzywami strączkowymi. W niektórych pojawiały się nerkowce czy inne orzechy. Najbardziej przypadł mi do gustu ten z Jadłonomii i ten od Wegan Nerd. Oczywiście musiałam trochę pokombinować po swojemu, żeby było taniej i szybciej.



Generalnie najważniejszą motywacją do pieczenia mojego pasztetu było wykorzystanie warzyw z wywaru na zupę. Dorzuciłam do nich kaszę, cieciorkę, przyprawy. Ostatecznie mojego dzieła raczej nie można kroić nożem w zwarte plastry. Zdecydowanie lepiej sprawdza się rozsmarowany na kanapce. Być może jutro, po nocy spędzonej w lodówce, będzie bardziej spoisty. Ale już i tak połowa zniknęła- tak bardzo mi smakuje. Prawdę mówiąc, nie mogłam się oderwać od masy przed włożeniem do piekarnika!

piątek, 16 maja 2014

Guacamole (czyli złamany przepis).



Złamałam przepisy kuchni meksykańskiej. Co tam robi szczypiorek, co tam robi pomidor, co to w ogóle za cytryna? Gdzie kolendra?  Gdzie limonka? Próżno ich szukać w mojej prymitywnej wersji tej pasty. Za kolendrą nie przepadam, cytryny łatwiej dostać w sklepie, niż limonki. Pomidory mogłabym wcisnąć wszędzie, do każdej potrawy. I stąd takie oszukane guacamole, które chyba nigdy mi się nie znudzi. Pyszne!

środa, 14 maja 2014

Pizza (idealna).

Wiele razy wdawałam się w dyskusje, czy powinna być na grubym, czy na cienkim cieście, mieć brzegi czy nie, czy ser powinien się ciągnąć na kilometr czy stanowić tylko cienką przypieczoną warstewkę. Czy lepsza jest domowa, czy na telefon w środku nocy, czy może w sieciowej restauracji.
I ile osób, tyle poglądów. Dla mnie wzór pizzy to ta robiona przez Włochów, kupowana na porcje na ulicy w Neapolu. Najlepiej la pizza Margherita, con pomodoro, basilico ed olio, nazwana na cześć Małgorzaty Sabaudzkiej, matki Wiktora Emanuela III. Ale przecież pizza, jaką znamy najlepiej, to danie kuchni amerykańskiej, kojarzone z niezdrowym fast-foodem. Tonąca w serze i sosie, podbiła serca wielu, a tak bardzo odbiega od oryginału.




Dlaczego moja pizza miałaby być idealna? 

poniedziałek, 12 maja 2014

Kasza z warzywami, czyli słów kilka o konflikcie jedzenie vs. studia.


Nadchodzący egzamin z mikrobiologii i brak czasu na gotowanie idą niestety w parze (czas może by się znalazł, ale stan umysłu nie sprzyja).
Nie lubię jedzenia ze słoika. Nie przyjmuję argumentów, że to szybkie, że to tanie. Moim zdaniem dania, które wystarczy odgrzać i gotowe, sprawdzają się tylko na wyjazdach. Fakt, na jachtach albo na polu namiotowym można nie mieć warunków, żeby kroić warzywa i przyrządzać posiłek. Ale gdy dysponuję kuchenką, lodówką i blatem, na którym mogę przygotować wszystkie składniki- wolę obiad robić sama. Nawet tak banalny, jak kasza z warzywami. Smak domowego jedzenia może wynagrodzić te dodatkowe 5 minut spędzone w kuchni. Uwielbiam siedzieć godzinami w garach, ale nie zawsze pozwala mi na to mój plan dnia (wiadomo).

Podoba mi się, że kaszę z warzywami mogę ugotować prawie zawsze, bez względu na to, czy pamiętałam o zakupach, czy nie. Gdy leje i ani mi się śni wychodzić z domu. Wychodzi na to, że jem ją bardzo, baardzo często. Ale sposobów na jej przygotowanie i kombinacji składników jest milon, więc nigdy się nie znudzi. Wszystkie niezbędne składowe tego dania można trzymać w szafce albo zamrażarce, na zapas. (no, oprócz marchewek, ale one są u mnie prawie nieustannie).
A jest to ogromnie istotne, gdy nie ma się samochodu. Tu się kłania przykład deszczu: leje, wolę zostać pod kocem- mam co jeść. Większość moich czytelników jest pewnie na podobnym etapie życia, więc wiecie, o czym mówię.  A kto ma auto, niech mi wierzy na słowo.

Chętnie robię zakupy, zwłaszcza te "jedzeniowe", godziny potrafię zmarnować w sklepach wpatrując się w półki z oliwami, bakaliami, herbatami, przyprawami... Ale niestety, kiedy kupię rzeczy niezbędne, kilogram jabłek i litrową butelkę wody, nie jestem w stanie donieść do domu świeżych składników na kilka obiadów do przodu. Stąd myśl przewodnia mojego dzisiejszego wpisu: warto mieć w domu produkty, które można skleić w szybki i smaczny obiad, bez zbędnego planowania, latania po supermarketach. Jestem spokojna, gdy w zamrażalniku są jakieś jarzyny, a w szafce duży wybór zbóż.
I dlatego w sytuacjach awaryjnych jem kaszę z warzywami. Bo jest bezproblemowa. Totalna prostota i minimalny wkład pracy.




Przygotowanie nie wymaga chyba komentarza. Ja lubię, gdy warzywa są al dente, więc podsmażam je tylko kilka minut. Cieciorkę wrzucam na sam koniec.
Przy okazji podrzucam Wam teraz pomysł, jak wykorzystać pół puszki cieciorki, które zostanie Wam po makaronie z cukinią i suszonymi pomidorami :)
Smacznego!

niedziela, 11 maja 2014

Jajka w koszulkach.


Luksus czy prostota? Kto tak jak ja myśli, że jajka w koszulkach są czymś wyjątkowym? Zawsze uważałam, że ten sposób przygotowania jajek wykracza poza moje umiejętności kulinarne. Że to trik szefów kuchni w pięciogwiazdkowych hotelach. Że właściwie marzę o tym, żeby spróbować tego przepięknego dania, ale przecież sama nie dam rady go tak przyrządzić.

Ba, raz próbowałam, kilka lat temu. Wyszła jajeczna pajęczyna. A wszystko przez mój upór: "nie, nie dodam octu, nie lubię octu, ocet mógłby w ogóle nie istnieć." Nadal nie przepadam za smakiem octu, ale zdradzę Wam sekret: jego dodatek gwarantuje, że jajka wyjdą perfekcyjne, a smak jest zupełnie niewyczuwalny.






Natomiast smak jajka... hm, chyba w żadnej innej metodzie gotowania nie jest tak dobry! Uwielbiam żółtko na miękko, na toście. Gdzieś (chyba z ust Nigelli Lawson) padły kiedyś słowa, że to płynne złoto. Zachęcam Was, żeby wybierać jajka z wolnego wybiegu; jeśli nie zwracacie uwagi na to, jakie jajka trafiają do Waszych lodówek, to zaufajcie mi, że "zerówki" i "jedynki" mają zdecydowanie najpiękniejszy kolor, smak i najwięcej wartości odżywczych. Jeśli tym postem zachęcę Was do wybierania jajek od szczęśliwych kur, to i ja będę przeogromnie szczęśliwa!

piątek, 9 maja 2014

Makaron pełnoziarnisty z cukinią, cieciorką i suszonymi pomidorami


Pachnący i lekki obiad. Znowu trochę w stylu włoskim. Wegański.
Kiedyś takie danie by nie przeszło- ja byłam wielkim przeciwnikiem suszonych pomidorów, Sowa uznawał cukinię za niezjadliwą gąbkę. Wygląda na to, że do niektórych smaków trzeba dojrzeć, albo wypróbować w takim daniu, żeby wydobyć z nich wszystko, co dobre.




Ten obiad to jeden z najszybszych na świecie. Powstaje w kilkanaście minut, właściwie czas przygotowania uzależniony jest od tego, jak długo gotuje się makaron (wybrałam pełnoziarniste świderki ze znanego dyskontu z nakrapianym chrząszczem, po 12 minutach są idealne).