strony

sobota, 31 maja 2014

Zapiekanka z bakłażanów, kaszy jaglanej i soczewicy.

Chodziłam w tym roku na fakultet "kuchnie różnych narodów z uwzględnieniem lokalnych tradycji i obyczajów". Za 1 ECTS przez 3 dni uczyliśmy się o kawach, herbatach, winach, polskich produktach regionalnych i kuchniach świata. I tam usłyszałam o greckim daniu, zwanym musaką. Trochę jak włoska lasagna, ale zamiast makaronu- plastry bakłażana. Brzmiało pysznie, więc postanowiłam ten pomysł wykorzystać i zrobić wegetariańską zapiekankę, w której kasza jaglana i zielona soczewica stanowią pyszne zastępstwo dla mielonego mięsa. 


czwartek, 29 maja 2014

Drożdżówki z truskawkami (bez jaj).


Sowa często przynosi dla mnie drożdżówki ze śliwką albo z kruszonką na drugie śniadanie. Zawsze bardzo mi miło, gdy widzę czekającą na mnie w kuchni papierową torbę z Zagrodniczej czy od Kurasiaka. Ale nawet najlepsze sklepowe nie dorównują tym domowym. Dzisiaj drożdżówki z truskawkami i pyszną, cynamonową kruszonką. Skorzystałam z wegańskiego przepisu, żeby nie dodawać jaj (bo po prostu nie miałam) ale użyłam masła i mleka krowiego. Oryginał tutaj.



wtorek, 27 maja 2014

O warzywach, owocach i kwiatach (z targowiska) + niezłe ziółka na balkonie



Rynek z warzywami, owocami i kwiatami to miejsce, gdzie tracę rozum. Kiedyś przynajmniej raz w tygodniu chodziłam z Mamą w charakterze pomocnika na rynek "na Nowickiego" (ulicy dawno zmieniono nazwę, a o rynku mówi się tak do dziś). Była to dla mnie ogromna atrakcja i zawsze obiecywałam sobie, że na studiach będę kontynuować ten zwyczaj. W Poznaniu targowisk jest pod dostatkiem: Rynek Łazarski i Jeżycki to moje dwa ulubione.

niedziela, 25 maja 2014

Tarta różana z jabłkami i rabarbarem (dla Mamy).


Nie umiem się ustosunkować do róż.
Takie czerwone z kwiaciarni, przyozdobione wstążkami, zdecydowanie do mnie nie przemawiają. Ale już gdy rosną w ogrodzie czy w parku- zachwycają. Dzikie róże kwitnące wzdłuż półwyspu helskiego to chyba jeden z piękniejszych widoków w Polsce. Zresztą są równie piękne gdy wydają wielkie, czerwone owoce. Moje ulubione to chyba jednak takie małe różyczki, najlepiej, gdy między kwiatami widać jeszcze pąki.

Dla antycznych Greków róża była symbolem Afrodyty, bogini miłości. Jako reprezentacja szczęścia i miłości przeniknęła do naszej kultury, pozostawiając po sobie zwrot "mieć życie usłane różami", la vie en rose, czyli życie beztroskie. Dodatkowo chyba każdy kolor róży ma przypisane znaczenie, jednak takie rzeczy w ogóle mnie nie interesują; skoro jakiś kwiat mi się podoba, nie będę przecież zaprzątać sobie głowy, że to np. symbol zazdrości czy fałszu. 
Smak przetworów różanych bardzo mi pasuje. Ale już zapach kosmetyków i perfum trochę mnie drażni. Tak to już jest z tymi różami; trudno mi jednoznacznie powiedzieć, czy je lubię, czy nie.

czwartek, 22 maja 2014

Razowe bułeczki (błyskawiczne).

Nic mi w życiu tak nie wychodzi, jak drożdżowe wypieki.
Taka deklaracja być może zakrawa o megalomanię, ale z drugiej strony: szczerze kocham domowe pieczywo i słodkie drożdżówki, więc najwyraźniej jest to miłość odwzajemniona. Piekłam już różne bułeczki, rogaliki, kajzery, chałkę, ale nigdy wcześniej nie brałam się za bułki z mąką razową.






środa, 21 maja 2014

Zupa botwinka.


Nie lubię określenia "zupa botwinkowa". Prawdę mówiąc nigdy w domu go nie słyszałam, natomiast w internecie pojawia się wielokrotnie. Moja zupa to zupa botwinka. Do niedawna myślałam, że z botwinki można zrobić tylko 2 rzeczy: zupę na ciepło albo chłodnik. A jest przecież mnóstwo możliwości! Chciałabym wypróbować więcej przepisów, póki sezon trwa.  Być może pojawią się na blogu wegańskie gołąbki i pesto z botwinki.


Zaskakujące, że to dopiero pierwsza zupa tutaj. Uwielbiam zupy, w-s-z-y-s-t-k-i-e (no, nie bardzo pasuje mi pieczarkowa, ale może jeszcze nie spróbowałam takiej, która by mi odpowiadała?). A botwinka i barszcz ukraiński są u mnie bardzo wysoko na liście ulubionych zup (i dań w ogóle).