Czyli rabarbar pod kruszonką, ma się rozumieć. Albo, według sprzedawców z rynku jeżyckiego, rabarber.
Taka ni to kruszonka, ni to granola. Czyli crumble.
Taka ni to kruszonka, ni to granola. Czyli crumble.
Nie zapomnę, jak bardzo się zdziwiłam, że rzewień, który omawialiśmy na farmakologii to właśnie rabarbar. Ale okazuje się, że rabarbar lekarski to nie ten, który na przełomie wiosny i lata zamieniamy w ciasta, kompoty i inne pyszności.
Mimo wszystko do rabarbaru trzeba podchodzić z szacunkiem. Po pierwsze: to chyba jedyna roślina, której częścią jadalną jest ogonek liścia. Po drugie: rabarbar to warzywo! Czyli od razu możemy pokusić się o wniosek, że skoro warzywa są zdrowe, to rabarbar trzeba wcinać na potęgę. Faktycznie, duża zawartość witaminy C i błonnika to jego mocne strony, a że idą w parze z cudownym smakiem (im rabarbar bardziej różowy, tym słodszy), to trzeba korzystać z sezonu. Żeby potem pamiętać dobrze ten aromat, gdy pije się kawę na przykład z Kenii, o wyraźnej kwasowości rabarbaru.


